Nagle Jangotat odgadł
prawdę. Cóż za wspaniały żart! Najlepszy, jaki znał. Mógł tylko mieć nadzieję, że zdąży go komuś opowiedzieć, że jego towarzysze pewnego dnia będą się śmiać z idiotycznego kawału, jakim okazała się ta historia na Cestusie. Jangotat rechotał histerycznie, obserwując wejście do bunkra. Nic. Szefowie Pięciu Rodów siedzieli w środku, bezpiecznie zamknięci. Nikt nie jest bezpieczny, warknął. Czas na małą lekcję. Czy to będzie dobre, czy złe? Ci ludzie skazali na śmierć całą planetę i nikt nie był w stanie ich powstrzymać. ZJ zignorował Jangotata, potoczył się w tył, w przód i wreszcie utkwił głową w rogu sali. Zadygotał, cofnął się i zaczął nieporadnie walić w ścianę. Jangotat doszedł do wniosku, że to najśmieszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widział. Zdołał dowlec się do drzwi schronu i zaklinował je karabinkiem laserowym.
Menu
- Główna
- Newralgicznym ośrodkiem była
- Obi-Wan miał jednak
- Na obiekty ataku
- Kit przyjrzał się
- Mieli dziesiątki gatunków
- - Coś powiem
- Na rynek prowadziło
- Glymphid odwrócił się
- - To elektrownia.
- Ta myśl otrzeźwiła
- Do tej pory
- Ofiara miała na
- Ale nadzieja jest
- Czy ZJ włączy
- Może by go
- Włosy na głowie
- Kikuty odciętych ramion
- Jedi nie wiedział,
- Urządzenie służyło mu
- Był w stanie
- Miecz świetlny Kita
- Nie miał punktu
- Spojrzał na chronometr
- Każda kropla wody
- Wsunął się do
- Jeszcze więcej zamieszania,
- Strażnicy wrzeszczeli i
- Takiej jatki właśnie
- Trzy żołądki G'Mai
- Na razie wyprostowała
- Mapa strony