- To elektrownia.
Odciąć moją farmę, sprzedać moc do jakiegoś miejsca od Pięć Rodów. Widzi budynek obok? - Stał tam trzypiętrowy, brunatny klocek. Oczyszczalnia. - Tam wy iść. Resta nie poprowadzi dalej. Jasne? Obi-Wan ponownie przytaknął. - Dziękuję za wszystko - dodał. Resta prychnęła. Rumieniec gniewu zalał jej twarz, a szczeliny po obu stronach szyi zjeżyły się niebezpiecznie. Wskazała na tłoczących się spacerowiczów. - Myślisz Resta ryzykować życie dla ciebie? - Splunęła na ziemię. - Resta nie dbać o życie. Jej lud prawie nie istnieć. Chcieć tylko zabrać ze sobą, ile się da. Kobieta w złotym pancerzu odwróciła się i odeszła bez pożegnania. Miasto wrzało jak gniazdo morskich węży. Mniej więcej jedna trzecia obywateli nosiła mundury z pomarańczowo-złotej tkaniny. Obi-Wan wiedział, że to korporacyjne barwy fabryki i nagle zrozumiał, jak wiele szkody wyrządzi swoją dywersją.
Menu
- Główna
- Newralgicznym ośrodkiem była
- Obi-Wan miał jednak
- Na obiekty ataku
- Kit przyjrzał się
- Mieli dziesiątki gatunków
- - Coś powiem
- Na rynek prowadziło
- Glymphid odwrócił się
- - To elektrownia.
- Ta myśl otrzeźwiła
- Do tej pory
- Ofiara miała na
- Ale nadzieja jest
- Czy ZJ włączy
- Może by go
- Włosy na głowie
- Kikuty odciętych ramion
- Jedi nie wiedział,
- Urządzenie służyło mu
- Był w stanie
- Miecz świetlny Kita
- Nie miał punktu
- Spojrzał na chronometr
- Każda kropla wody
- Wsunął się do
- Jeszcze więcej zamieszania,
- Strażnicy wrzeszczeli i
- Takiej jatki właśnie
- Trzy żołądki G'Mai
- Na razie wyprostowała
- Mapa strony