- To elektrownia.

Odciąć moją farmę, sprzedać moc do jakiegoś miejsca od Pięć Rodów. Widzi budynek obok? - Stał tam trzypiętrowy, brunatny klocek. Oczyszczalnia. - Tam wy iść. Resta nie poprowadzi dalej. Jasne? Obi-Wan ponownie przytaknął. - Dziękuję za wszystko - dodał. Resta prychnęła. Rumieniec gniewu zalał jej twarz, a szczeliny po obu stronach szyi zjeżyły się niebezpiecznie. Wskazała na tłoczących się spacerowiczów. - Myślisz Resta ryzykować życie dla ciebie? - Splunęła na ziemię. - Resta nie dbać o życie. Jej lud prawie nie istnieć. Chcieć tylko zabrać ze sobą, ile się da. Kobieta w złotym pancerzu odwróciła się i odeszła bez pożegnania. Miasto wrzało jak gniazdo morskich węży. Mniej więcej jedna trzecia obywateli nosiła mundury z pomarańczowo-złotej tkaniny. Obi-Wan wiedział, że to korporacyjne barwy fabryki i nagle zrozumiał, jak wiele szkody wyrządzi swoją dywersją.

Menu