- Coś powiem

- rzekła. - Idziemy, sprzedamy towar, a ty możesz popatrzeć pierwszy. Ty, ja, już robiliśmy interes. - Druga para pokrytych pierścieniami rąk Resty uniosła szatę, ukazując rządek miedzianych opasek przy pasie. Każda z nich oznaczała wcześniejszy pobyt w Clandes, a było ich tyle, że samego pasa prawie nie było widać. -My zarobić kredyty, wy zarobić kredyty. Lepszy biznes z przyjaciela-mi. Co powie? Strażnik przyglądał im się przez chwilę, wreszcie uniósł jasną, krzaczastą brew i wyciągnął dłoń. Resta włożyła w nią mały, brzęczący woreczek. Strażnik zajrzał do środka i uśmiech rozciągnął jego mięsistą twarz pod niechlujnym zarostem. Odstąpił na bok. Karawana weszła do miasta. Obi-Wan niebawem ucieszył się, że zadbał o ukrycie twarzy i zamaskowanie sylwetek, bo od razu pojawił się nad nimi robot sondujący, bez wątpienia przekazując obraz karawany do jakiegoś komputerowego centrum ochrony.

Menu