Mieli dziesiątki gatunków
suszonych siekanych grzybów, perfumy, zabawki, rzadkie przyprawy z pustynnych jaskiń, pachnące olejki do kąpieli i sypialni, rzeźby wykonane ze skamieniałych kości dawno nieistniejących stworzeń, które przemierzały pustynie Cestusa w czasach, kiedy jeszcze ziemia była żyzna i wilgotna. Brodaty, blady strażnik przyjrzał się ofercie i zarechotał. - Nie ma dzisiaj zbytu na takie głupoty. Wszyscy się boją. Może lepiej zawróćcie i pokażcie się kiedy indziej. Głupia gadka. Strażnik doskonale wiedział, że karawana przebyła wiele kilometrów, aby znaleźć się przed bramami miasta. Mają mało wody i żywności, pewnie dawno też nie spali pod dachem. Obi-Wan zastanawiał się, czy strażnik miał równie słaby umysł, jak dowcip. Może warto byłoby spróbować... Zanim jednak wprowadził w życie zamiar wpłynięcia na umysł strażnika, na czoło karawany wysunęła się Resta.
Menu
- Główna
- Newralgicznym ośrodkiem była
- Obi-Wan miał jednak
- Na obiekty ataku
- Kit przyjrzał się
- Mieli dziesiątki gatunków
- - Coś powiem
- Na rynek prowadziło
- Glymphid odwrócił się
- - To elektrownia.
- Ta myśl otrzeźwiła
- Do tej pory
- Ofiara miała na
- Ale nadzieja jest
- Czy ZJ włączy
- Może by go
- Włosy na głowie
- Kikuty odciętych ramion
- Jedi nie wiedział,
- Urządzenie służyło mu
- Był w stanie
- Miecz świetlny Kita
- Nie miał punktu
- Spojrzał na chronometr
- Każda kropla wody
- Wsunął się do
- Jeszcze więcej zamieszania,
- Strażnicy wrzeszczeli i
- Takiej jatki właśnie
- Trzy żołądki G'Mai
- Na razie wyprostowała
- Mapa strony