Urządzenie służyło mu
dobrze, lecz teraz miał inne problemy. Nie miał czasu na zabawki. ROZDZIAŁ 64 Dwadzieścia pięć kilometrów dalej Kit Fisto przycupnął w cieniu bielonych, gładkich ścian stacji głębinowej. Czekał. Promienie detekcyjne omiatały obszar co dwadzieścia sekund - niewidzialne, niewykrywalne dla nikogo bez specjalistycznego sprzętu lub głębokiej wrażliwości na Moc. Przeprowadził ich przez energetyczny labirynt z poziomu na poziom, dopóki nie znaleźli się w cieniu ścian stacji. - Teraz was zostawię. Jeśli zdołacie odciąć zasilanie, spróbujcie się dostać do środka. - A ty? - zapytał Thak Val Zsing. - Będę tam na was czekał - odparł Kit i zajrzał do płaskodennego, durabetonowego koryta rzeki za murami. Bez jednego słowa skoczył i zsunął się po szorstkiej, ukośnej płaszczyźnie w kierunku dna.
Menu
- Główna
- Newralgicznym ośrodkiem była
- Obi-Wan miał jednak
- Na obiekty ataku
- Kit przyjrzał się
- Mieli dziesiątki gatunków
- - Coś powiem
- Na rynek prowadziło
- Glymphid odwrócił się
- - To elektrownia.
- Ta myśl otrzeźwiła
- Do tej pory
- Ofiara miała na
- Ale nadzieja jest
- Czy ZJ włączy
- Może by go
- Włosy na głowie
- Kikuty odciętych ramion
- Jedi nie wiedział,
- Urządzenie służyło mu
- Był w stanie
- Miecz świetlny Kita
- Nie miał punktu
- Spojrzał na chronometr
- Każda kropla wody
- Wsunął się do
- Jeszcze więcej zamieszania,
- Strażnicy wrzeszczeli i
- Takiej jatki właśnie
- Trzy żołądki G'Mai
- Na razie wyprostowała
- Mapa strony