Jedi nie wiedział,
ile wymierzył ciosów, ale kiedy skończył, ZJ leżał na boku, drgając konwulsyjnie. Obi-Wan wstał, równie osłabiony. Spojrzał na robota z nowym szacunkiem. Żeby go powstrzymać, potrzebował aż dwóch sztuk broni energetycznej oraz walki wręcz na ramiona i macki. Serce waliło mu jak młotem, ale musiał skoncentrować się i zająć tym, po co tu przyszedł. Wystarczyło jedynie rozmieścić ładunki i już było po wszystkim. Jeśli nawet zostaną rozbrojone przed detonacją, pozostawała jeszcze nadzieja, że Pustynny Wiatr dokończy dzieła, umieszczając boje naprowadzające bombardowanie, które z pewnością zniszczy stację uzdatniania. Obi-Wan wyłuskał miecz spośród kabli; podniósł pejcz i włączył go, ale wąski promień rozbłysnął na chwilę i znikł. Bateria się wyczerpała. Obi-Wan z żalem wyrzucił pejcz.
Menu
- Główna
- Newralgicznym ośrodkiem była
- Obi-Wan miał jednak
- Na obiekty ataku
- Kit przyjrzał się
- Mieli dziesiątki gatunków
- - Coś powiem
- Na rynek prowadziło
- Glymphid odwrócił się
- - To elektrownia.
- Ta myśl otrzeźwiła
- Do tej pory
- Ofiara miała na
- Ale nadzieja jest
- Czy ZJ włączy
- Może by go
- Włosy na głowie
- Kikuty odciętych ramion
- Jedi nie wiedział,
- Urządzenie służyło mu
- Był w stanie
- Miecz świetlny Kita
- Nie miał punktu
- Spojrzał na chronometr
- Każda kropla wody
- Wsunął się do
- Jeszcze więcej zamieszania,
- Strażnicy wrzeszczeli i
- Takiej jatki właśnie
- Trzy żołądki G'Mai
- Na razie wyprostowała
- Mapa strony