Jedi nie wiedział,

ile wymierzył ciosów, ale kiedy skończył, ZJ leżał na boku, drgając konwulsyjnie. Obi-Wan wstał, równie osłabiony. Spojrzał na robota z nowym szacunkiem. Żeby go powstrzymać, potrzebował aż dwóch sztuk broni energetycznej oraz walki wręcz na ramiona i macki. Serce waliło mu jak młotem, ale musiał skoncentrować się i zająć tym, po co tu przyszedł. Wystarczyło jedynie rozmieścić ładunki i już było po wszystkim. Jeśli nawet zostaną rozbrojone przed detonacją, pozostawała jeszcze nadzieja, że Pustynny Wiatr dokończy dzieła, umieszczając boje naprowadzające bombardowanie, które z pewnością zniszczy stację uzdatniania. Obi-Wan wyłuskał miecz spośród kabli; podniósł pejcz i włączył go, ale wąski promień rozbłysnął na chwilę i znikł. Bateria się wyczerpała. Obi-Wan z żalem wyrzucił pejcz.

Menu