Kikuty odciętych ramion
drgały, gdy ZJ próbował uderzyć Obi-Wana mackami, których już tam nie było; pozostałe ramię chlasnęło jednak Jedi przez twarz, rozdzierając skórę i przeszywając syczącym promieniem energii. Obi-Wan nie zdążył odskoczyć dość daleko. Wciąż jeszcze słabo widział, lecz był silny Mocą. Wyczuwał miejsce, gdzie uderzył pejcz, osłabiając błyszczącą obudowę ZJ. Obi-Wan przymknął zdradziecko niepewne oczy i odetchnął głęboko, odnajdując w sobie miejsce, w którym nie było ani lęku, ani zwątpienia. Pozostał tam. Każdy mięsień jego dłoni był doskonale skoordynowany, gdy pięść niczym błyskawica uderzyła w osłabione miejsce, przenosząc całą swoją siłę na uszkodzoną już powierzchnię. Usłyszał trzask, zgiął ramię i walnął jeszcze raz w to samo miejsce, a potem poprawił łokciem. Uszkodzony robot cofnął się i padł do tyłu, rozsiewając wokół snopy iskier.
Menu
- Główna
- Newralgicznym ośrodkiem była
- Obi-Wan miał jednak
- Na obiekty ataku
- Kit przyjrzał się
- Mieli dziesiątki gatunków
- - Coś powiem
- Na rynek prowadziło
- Glymphid odwrócił się
- - To elektrownia.
- Ta myśl otrzeźwiła
- Do tej pory
- Ofiara miała na
- Ale nadzieja jest
- Czy ZJ włączy
- Może by go
- Włosy na głowie
- Kikuty odciętych ramion
- Jedi nie wiedział,
- Urządzenie służyło mu
- Był w stanie
- Miecz świetlny Kita
- Nie miał punktu
- Spojrzał na chronometr
- Każda kropla wody
- Wsunął się do
- Jeszcze więcej zamieszania,
- Strażnicy wrzeszczeli i
- Takiej jatki właśnie
- Trzy żołądki G'Mai
- Na razie wyprostowała
- Mapa strony