Kikuty odciętych ramion

drgały, gdy ZJ próbował uderzyć Obi-Wana mackami, których już tam nie było; pozostałe ramię chlasnęło jednak Jedi przez twarz, rozdzierając skórę i przeszywając syczącym promieniem energii. Obi-Wan nie zdążył odskoczyć dość daleko. Wciąż jeszcze słabo widział, lecz był silny Mocą. Wyczuwał miejsce, gdzie uderzył pejcz, osłabiając błyszczącą obudowę ZJ. Obi-Wan przymknął zdradziecko niepewne oczy i odetchnął głęboko, odnajdując w sobie miejsce, w którym nie było ani lęku, ani zwątpienia. Pozostał tam. Każdy mięsień jego dłoni był doskonale skoordynowany, gdy pięść niczym błyskawica uderzyła w osłabione miejsce, przenosząc całą swoją siłę na uszkodzoną już powierzchnię. Usłyszał trzask, zgiął ramię i walnął jeszcze raz w to samo miejsce, a potem poprawił łokciem. Uszkodzony robot cofnął się i padł do tyłu, rozsiewając wokół snopy iskier.

Menu