Włosy na głowie
Obi-Wana stanęły dęba. Z trudem opanował wstrząs elektryczny, który groził sparaliżowaniem systemu nerwowego i płuc. Robot przyciągał go coraz bliżej, próbując zeskanować mu siatkówkę, ale Obi-Wan włączył pejcz i śmignął nim, jednym gestem unieruchamiając cztery ramiona automatu. Z rozszarpywanej durastali posypały się iskry. Obi-Wan zasłonił oczy dłońmi, bo fontanna iskier buchnęła mu prosto w twarz. Słyszał, bo nie mógł widzieć, jak mechaniczne ramiona z brzękiem spadły na ziemię, odcięte przez ogniste włókna. Teraz stracił oba narzędzia. Robot zdał sobie chyba sprawę, że on też jest okaleczony, bo cofnął się o krok. Obi-Wan podjął kolejną błyskawiczną decyzję i rzucił się do przodu, wiedząc, że najgorsze, co go może czekać, to agresywny ruch ZJ. Robot próbował zareagować, ale tym razem zwłoka była aż nadto widoczna.
Menu
- Główna
- Newralgicznym ośrodkiem była
- Obi-Wan miał jednak
- Na obiekty ataku
- Kit przyjrzał się
- Mieli dziesiątki gatunków
- - Coś powiem
- Na rynek prowadziło
- Glymphid odwrócił się
- - To elektrownia.
- Ta myśl otrzeźwiła
- Do tej pory
- Ofiara miała na
- Ale nadzieja jest
- Czy ZJ włączy
- Może by go
- Włosy na głowie
- Kikuty odciętych ramion
- Jedi nie wiedział,
- Urządzenie służyło mu
- Był w stanie
- Miecz świetlny Kita
- Nie miał punktu
- Spojrzał na chronometr
- Każda kropla wody
- Wsunął się do
- Jeszcze więcej zamieszania,
- Strażnicy wrzeszczeli i
- Takiej jatki właśnie
- Trzy żołądki G'Mai
- Na razie wyprostowała
- Mapa strony