Ofiara miała na
sobie mundur bez kaptura; Obi-Wan przebrał się, ale nie miał czym zasłonić twarzy. Mógł tylko mieć nadzieję, że nie od razu go rozpoznają w tłumie robotników. Liczył na to, że dzięki temu zginie mniej ludzi. Ich pierwotna misja poniosła klęskę. Może teraz sprawy nabiorą właściwego obrotu i tempa... Wszedł do nastawni i obrzucił ją szybkim spojrzeniem. Była mniejsza niż sądził. Wzdłuż ścian ciągnęły się rzędy komputerów sterujących. Były dość proste i mogło je obsługiwać najwyżej dwóch pracowników. Miał nadzieję, że robił to tylko jeden i że był nim mężczyzna leżący w sąsiednim pomieszczeniu. Nagle jego optymizm zgasł. Pośrodku pokoju przycupnęła złudnie piękna, złocista klepsydra robota typu ZJ. Obi-Wan jęknął. Każdy idiota mógł przewidzieć, że Cestus nie zaprzestanie produkcji robotów na własne potrzeby.
Menu
- Główna
- Newralgicznym ośrodkiem była
- Obi-Wan miał jednak
- Na obiekty ataku
- Kit przyjrzał się
- Mieli dziesiątki gatunków
- - Coś powiem
- Na rynek prowadziło
- Glymphid odwrócił się
- - To elektrownia.
- Ta myśl otrzeźwiła
- Do tej pory
- Ofiara miała na
- Ale nadzieja jest
- Czy ZJ włączy
- Może by go
- Włosy na głowie
- Kikuty odciętych ramion
- Jedi nie wiedział,
- Urządzenie służyło mu
- Był w stanie
- Miecz świetlny Kita
- Nie miał punktu
- Spojrzał na chronometr
- Każda kropla wody
- Wsunął się do
- Jeszcze więcej zamieszania,
- Strażnicy wrzeszczeli i
- Takiej jatki właśnie
- Trzy żołądki G'Mai
- Na razie wyprostowała
- Mapa strony